Jeśli podczas czytani zdacie sobie sprawę, że sens przeczytanych słów
nie zgadza się z sensem wcześniejszego tekstu lub z przyszłym tekstem to nie
martw się, a ogół przeczytanego tekstu nie ma sensu to nie martw się to nie
ma mieć sensu, gdyby miało mieć to nazywało by się "Sensowne opowieści",
a nie "Głupoty".
Jeśli nie zrozumiecie znaczenia pewnych słów też się nie martwcie ja ich też
nie znam.
Z uszanowaniem uniżony dogłębnie zdołowany całujący uniżnie nóżki
Autor Grzegorz Kowalik"Glupol"
Nic
To jest historia o niczym. Nic było na tym świecie jeszcze przed nim? Nic będąc
najstarszym na tym świecie nie miał przyjaciół. Pewnego razu chciał się
zaprzyjaźnić z B. Getsem. Więc przybył do jego największego domu, miał ich
300 w samych US-Stanach. Nic nie posiadając ciała przeniknął przez drzwi
domu obsmarkując je psycho glutami, wkroczył do pokoju Billa, w którym ściany
w dziwny sposób świeciły na różowo, a z sufitu zwisały pocięte, połamane
i powieszone za odbyt figurki DJG-o. Bill bawił właśnie się w swoim dziecięcym
łóżeczku Barbii i Kenem. Nic grzecznie przedstawiwszy się obsmarkał mu pokój
glutami.
- ej ty - wykrztusił Bill - spierdalaj z mojego łużeczka zanim obsmarkasz je
całe.
- Czy ty wiesz do kogo mówisz knypku - zirytował się Nic i zademonstrował swą
moc. Skupił całą swą siłę na Billu i stało się Nic - widzisz - krzyknął
triumfalnie - nic się nie stało.
- Ta, a ja wymyśliłem Windowsa i zmonopolizowałem światowy rynek.
Zaprzyjaźnieni Bill i Nic przeszli do zabawy lalkami. Nic walczył bezgłową
figurką Batmana z 3 razy większą figurką Britney Spiers. Batman wypalił z
swej podręcznej wyrzutni gumowych świec zapłonowych wypalając biust Britnej
do normalnych rozmiarów. Wkórwiona Britnejka założyła Batmanowi potrujnego
Nelsona, wyrywając mu nogi. Batman ostatkiem tchu przywołał swą straconą głowę
i cisnął ją w laserowy wymiatacz leżący obok Odi two-DJ-eja, w skutek czego
Britnejka straciła pół twarzy.
- Ej nie wolno używać nie swojego ekwipunku - zaprotestował Bill wyrywając
Batmanowi pozostałe kończyny, wyciągnął zapalniczkę i spalił resztki
Batmana na stosie z zapałek.
- Powiedzcie Barbi, że mam ją w dupie i zdradzam ją z Kenem - wybełkotał
ostatkiem plastiku.
- Spierdalaj Nic, bo psujesz mi zabawę, przez ciebie straciłem Batmana, a
Barbi nie chce widzieć Kena.
Nic nie będowszy tak obrażonym od wczoraj obsmarkał ścianę i wyruszył na
poszukiwanie milszych, gnojkowatych, niewdzięcznych, ścierwo ludojadów.
Nic zapragnął lepiej poznać gnojkowate ziemskie ścierwo. Dowiedzieć się
wreszcie dlaczego gdy jedni śpią to inni nie, albo czemu siedzą przed kompem
i piszą jakieś głupoty, gdy na dworze jest +30 w cieniu. Zaintrygowany więc
społecznością ludzką postanowił przybrać na jedno życie ich postać. Po
transformacji Nic stał się niemal ludziem, ano wyróżniał się wyjątkową głupotą
i od czasu do czsu coś obsmarkiwał oraz zachował swą nico-moc.
Zaczyna się przygoda
Nic obudziwszy się w swoim nic-kartonie obryzgany wymiocinami jakiegoś
przechodzącego pijaka.
- Ach zapowiada się piękny dzień - pomyślał poczym dostał cegłówką.
Odzyskawszy nico moc zauważył, że do cegłówki dołączony był list. Nic od
razu zorientował się, że to musi być prośba o pomoc z kosmosu. Nic jako nic
nie mógł sam pomuc, musiał zebrać swą dróżynę. Rozradowany tą wiadomością
obsmarkał całą ulicę. I tak z tą ważną misją Nic wyruszył obsmarkując
świat.
Knypek
Nic robią coś odechciało mu się wszystkiego i postanowił odpocząć na łonie
natury. Ruszył w kierunku łąki. Szkoda tylko, że zbudowano na niej śmietnisko.
Nic nie poddawał się i ruszył na najwyższy szczyt śmieci, pragnąc zaczerpnąć
świeżego powietrza.
- Mmmm, ach, grry, ukkch, twu, urg, łeee.
- Ale czad!!! - przemówił poczym został powalony na obsrane pudełko po
zurzytych podpaskach.
- Wstawaj i walcz nikczemny intruzie - wykrzyknął jakiś kurdupel stojący nad
nim i wymachujący zdechłą foką.
- Ej, mały mama cię szuka. Spadaj bo nie dostaniesz klusek.
- Co już obiad. Miał być o 3-eciej - mały kurdupel pognał w stronę kartonów.
- Co za dzieci teraz panoszą się po ziemi - pomyślał Nic i zapragnął
zdrzemnąć się pod wspaniałym Słonecznym niebem. Szkoda, że miał tylko do
dyspozycji zasyfione SO4, NCl2H3P4O7 i O5, oraz gdzieniegdzie unoszące się
H2S8 lekko drażniło mu oczy, lecz takie błahostki jak wyżerający oczy
deszcz nie mugłby mu przeszkodzić w odpoczynku.
Już zapadał w błogi sen gdy nagle zauważył nadlatujący obiekt.
- Ach to ptak.... nie to samolot.... nie to UFO.... nie to.. to.. cegłówka -
która rozbryzgała jego twarz po wszystkich śmieciach.
Po zebraniu swej twarzy dojrzał drugą cegłówkę, udało mu się uniknąć
jej za pomocą swej psycho siły. Tak naprawdę to cegłówka uderzyła w
przelatującą wiewiurkę, rozbryzgując ją po chmurach, ale nie niszczmy nico
marzeń. Nic z okrzykiem na twarzy rzucił się na przeciwnika. Nie mogąc go
dostrzec zaczął biegać po śmietniku.
- Wyjdź podstępny, dwulicowy, gnojku, bo powyrywam ci wszystkie nogi - podstępnie
prubował wywabić wroga z kryjówki - jak nie wyjdziesz to spiłuję ci zęby
pumexem.
- Tak - usłyszał - to chodź i złap mnie - był to ten sam knypek co wcześniej.
Nic ruszył wolnym ślizgiem w jego kierunku. Był to wielki błąd, gdyż wpadł
w pułapkę może gdyby skakał jak baletnica to ominął by pułapkę. 16000
ton cegieł spadło na niego od boku, co spowodowało u niego reakcję alergiczną
i zaczął tańczyć kankana, makarenę, poloneza i czaczę poczym dostał
epilepsji na koniec zaczął prądkować, rozrzucać zarazki katarakty,
zwymiotował i zemdlał.
Nic odsknął się w ciemnym kartonie. Zdaje się, że był dość nowy bo od
daty ważności nie minęło więcej niż 10 lat. Plac, dup, bum. Nic otrzymał
kombosa foką od Knypka.
- I co, i co, i co, i co, i co, i co - przerwał milczenie Knypek.
- I wiadro, jajco, gnuj, gówno, Iwencho, niech żyje Juzef Ilicz Stalin ......
- jego przemowę przerwała abałapahunakumaynawena lądująca w jego gębie.
Nic przełknął rybkę, gdyż nie miał nic w gębie od rana.
- Wspaniałe! Gościu co to za przysmak.
- To jest zgniła rybka z górki na przeciwka.
- A Tak myślałem, ej czy nie wyruszył byś zemną, by wykonać nico-misję.
- A czy będziemy długo podróżować - spytał Knypek.
- Tak
- I będziemy zwiedzać różne miejsca
- Tak
- .... i walczyć z potworami.
- Tak
- W obronie dobra i piękna.
- Tak
- Więc..... nie idę. Nienawidzę podróży dłuższych niż do kibla, zabiłem
już wszystkie potwory i nienawidzę lalusiowatych, świętoszkowatych dobroczyńców.
Te wszystkie ich zasady, " nie wolno zabijać, kraść, pić, palić, ani
przywiązywać flaków gościa do drzewa i kazać mu biegać w koło.
Nic po zastanowieniu, nie miał zamiaru tracić szansy na pozyskanie towarzysza.
- Aaaa... gdybśmy tak ukradli samochud, spalili pół wsi, wyrżneli ludność,
zgwałcili psy i rószyli plądrować i podrodze wykonali małą misję -
zaproponował Nic.
- Aaaa... moglibyśmy, moglibyśmy powiesić staruszków na latarniach co?
- Dobra.
- Wchodzę w to.
Nic razem z Knypkiem rószyli ku nowej przygodzie.
Nico-wóz
Wsiedli w stojący obok trabant, był to ostatni krzyk mody. Przedni zderzak
odpadał, dach w zależności od pogody można było ściągać, choć co to za
różnica, gdy w dachu są 3 0,5 metrowe dziury. Nowiutkie opony mające
zaledwie 20 łat. Przednia szyba miała ekstra wycieraczki z jedwabnego materiału,
szkoda tylko że samą szybę, ktoś rozbił bejzbolem, który utknął w
kierownicy, przez co skręcanie w lewo było niemożliwe. Te małe drobiazgi nie
ujmowały piękna nowoczesności tej wspaniałej maszyny.
Nic po 3 godzinach jazdy, 7 słupkach i 3 kotach zdołał opanować prowadzenie
swego wozu. Knypek nie chcąc tracić czasu poszedł zebrać sztachety, sznury
do bielizny i pare butelek. Już wyjeżdżali na szosę, by skierować się na
pobliską wiochę (zdaje się Wojkowice), gdy z pobliskiego wzniesienia rozległy
się strzały. Był to batalion MKL. Wyposażeni w dwa kałachy, straszaka i
działa przeciwlotnicze starali się zestrzelić nico-samochud. Po nie udanym
ostrzale, nie wliczając zestrzelonego Boinga 727, ruszyli do starcia wręcz.
Knypek czując smak krwi....
- Ej, bier te zęby z mojego karku - krzyknął Nic.
....ruszył do walki ze świeżo zdobytą sztachetą. Pierwszego nadbiegającego
głupola, który strzelał do nich ślepakami, krzycząc coś w stylu: za
awganistan, niech żyje wielki Binladen, załatwił pojedynczym
apczago-twarzowym kombosem, wybijając mu siekacze. Zresztą były tak potęrzne,
że nie sposób było ich nie trafić. Z drugim wielko nogim głupolem nie miał
większych problemów. Głupol narobiwszy dużo chałasu strzelając i rzucając
granatami tu i tam, przewrucił się o zęby pierwszego i zemdlał z samo
zachwytu. Tymczasem Nic starał się uciec trzeciemu, który starał się trafić
nico-wóz uciekający z zawrotną prędkością 21 km/godz, robiąc przy tym ten
sam unik w prawo. Zmęczony głupol ciągłymi unikami celu oraz brakiem
amunicji, rzucił kałacha na ziemię. Stanął i zaczął wszystkich groźnie
mierzyć wzrokiem, Łaaa, buuuu, łeee krzyknął zatoczył dwa okręgi i pobiegł
na zachód machając rękoma. Przed knypkiem pozostało ostatnie zadanie, walka
z szefem MKL. Jego imienia nie wymienię, bo na sam jego dźwięk krowy dają
zsiadłe mleko, pijaki przestają pić i idą do pracy, trawa więdnie, śnieg
topnieje, występują braki w dostawie prądu, dzieci zaczynają zarzynać
staruszków, a pozatym gdybym je napisał kartka pożułkła by, a litery uciekły,
po czym nastąpił by samo zapłon zeszytu, a Ja z ciężkim poparzeniem dupy
wylądował bym w izbie wytrzeźwień, gdzie powiedzieli by mi, że mam skoliozę.
I po co mi to?
A więc jak już mówiłem ten paskudny, odrażający, wstrętny samo pasiec,
wynurzył się z krzaków i już miał wykonać swój najstraszniejszy atak ściągnięcia
kaptura, gdyby z nieba nie odezwał się głos.
- Nie, nie, do cholery nie rób tego, to jest gorsze od twojego imienia. Jeśli
to zrobisz, zaleję Ziemię wodą, by nie oglądać tej gęby, jeśli to nie
pomoże, zgaszę Słońce, ale proszę błagam, nie rób tego. Plis!!
- OK. Luzik, ale z ciebie lelok. - odezwał się ten, którego imienia nie wolno
wypowiadać - straszny sztywniak, ostatnim razem zalał cały świat na 42 dni.
- Gościu, ale masz znajomości - odezwał się Nic, który przed chwilą
zaparkował brykę w pobliskim dole.
- Wiem, wiem!! Ale broń się - krzyknął wykonując majestatyczny atak
powietrzny. Knypek z uwagi na swój wzrost uchylił się, lecz nie zdało się
to na wiele, gdyż widok wydobywający się z dziurawych spodni (i nie tylko
widok) powalił go na ziemię.
- Spoko brachu - przemówił Nic - my miejscowi, kapujesz, równiacha, swój
chop, extra gość, słowem kolega z nad brzega.
- Ta, a my myśleli, że wyście są zmasowanym atakiem terrorystycznym. Zmylił
nas wasz nowoczesny wóz i ten ekwipunek na tylnim siedzeniu.
- A przyłączył byś się do mojej drużyny, by wykonać nico-misję.
- A czy polega ona na złapaniu słynnego mistrza Binladena.
Nic sądząc, że to jakaś pułapka w stylu "odpowiesz źle to ci jaja utnę".
Zastanowił się i:
- Nie, jeszcze nie wiem co to za misja, przeczytam ją gdy zbiorę całą drużynę.
- Acha!
- Acha?
- Acha!
- Acha?
- Acha!
- Eche?
- Echecheche hę?
- Ę tę hehe chechę!
- E tę cheche hehę.
- Mam cię, zrobiłeś błąd powiedziałeś "Ę tę hehechechę"
przez "ch".
- Nie prawda powiedziałem "Ę tę hechehechę".
- I znów błąd!
- A mam gdzieś taką rozmowę - powiedział i poszedł.
Panie i panowie, i ty Tomku mamy 3 pytania.
1. Pytanie: czy to Nic odszedł, czy też ten no wiecie kto?
A) Nic
B) Ten ktoś
C) Abdżalkuclakamanali
2.Pytanie: Jak pisze się "Ę tę hehechechę"
A) Ę tę chechehehę
B) Ę tę hechehechę
C) Ę tę chehehechę
Nic delikatnie obudził Knypka kopniakiem z łokcia i razem wsiedli do wozu i
ruszyli ku nowej przygodzie.
Głowa
- Cza by kupić benzynę - zagadał Nic.
- E, co tyś zgłupiał, mamy fula - oburzył się Knypek, po czym zgasł
silnik.
Nic będący delikatny z natury, wywalił Knypkowi kombosa złożonego z Ą,?,,,^
fajer, Ą,Ą, fajer powodując nieznaczne obrażenia twarzy, nic czego by nie załatwił
podwójny lifting połączony z 6 operacjami plastycznymi i wypełnieniem
piersi. Po czym wsadził mu łeb w kierownicę.
- Zostań tu, idę po paliwo.
Nic mając do wyboru iść 3 km na prawo i kupić drogi substytut nie podobny do
paliwa, mało wydajny za to 3x bardziej zatruwający środowisko, a iść na
lewo, na stację i kupić taniutkie paliwo poszedł na... .......prawo. Po
drodze, gdzieś między 3 zderzakiem ciężarówki, a 2 Trabanta spostrzegł
znak "do Alfa".
- Może wpadnę do tego gościa jak będę wracał - pomyślał i dostał
zderzakiem.
Pozbierawszy odpadłe ręce i nogi, pobiegł dalej. Po 3 dniach i 5 nocach
marszu Nic dotarł do stacji "Spierdalaj". Zachęcony afiszem wlazł
do środka.
- kurkabombawodna - zakrzyknął wchodząc do środka i rzucił się na ziemię.
Niestety pomylił się, to nie była kurkabombawodna, którą w dzieciństwie
straszyła go mama, gdy za bardzo rozwalał pokój swym arcytalentem do układania
wszystkiego na miejscu. Ale nie to nie była kurkabombawodna to był tylko nisko
przelatujący żyrandol.
Nic nie robiąc sobie nic z ogólnego nic wszedł głębiej. Przy kasie stał właśnie
Nemesis z głową Jill w ręce.
- Jak to nie mam czym zapłacić - krzyczał lekko podenerwowany - a to? - i
rzucił łbem w okno.
- Człowiek tyle haruje dorwie tą szmatę upierniczy jej łeb i nawet nie może
za to kupić naboi do raketlanczela - i wyszedł wywalając Nicowi łokcia.
Nic zebrał zęby i przystąpił do zakupów. W głębi sklepu za ladą stał
jakiś gość i od czasu do czasu rzucał w przechodzących ludzi nożami typu
Rambo X i 1. No i od czasu do czasu jakimś żelazkiem.
- Czego? - zachęcił Nic-a do zakupów i rzucił nożem w plecy przebiegającej
kobiecie z dzieckiem.
- Chymm? Co pan robi? - spytał Nic.
- Tępię szkodniki - i ciepnął 5 kg odważnikiem w uciekające dziecko z
lizakiem, które potknęło się i przypieprzyło w okno rozbijając je.
- Jakie to szkodniki tępisz?
- Kupujących te szkodniki oczywiście, przyjdą tacy... - w tym momencie wyciągnął
magnum 20mm i rozwalił głowę gościowi przestawiającemu puszki, odstrzelił
nogę drugiemu, który chciał uciec - ...widzisz, nic tylko przestawiają z
miejsca na miejsce, są i tacy bezczelni co chcą kupić i wynieść towar -
dup!! Rozwalił ręke dziecku sięgającemu po dropsa.
- Ale oni po to tu przyszli - zaprotestował Nic.
- A co? Ty też chcesz co kupić?
- Nie przyszedłem po benzynę - spocił się Nic.
- To dobrze, bo... Ej ty stój - i ciepnął nożem w plecy wybiegającego synka
ze skrzynką piwa - człowiek naharuje się, by to wszystko kupić, ułożyć, a
przyjdą takie gnojki, poprzestawiają wszystko i jeszcze chcą - tutaj kolejny
trup - KUPOWAĆ, a takiego wała! Czegoś chciał?
- Benzyny.
- A jest na zewnątrz, idź do Głupola.
Nic zauważywszy iż nic już tu nie zdziała i skierował się do drzwi gęsto
usłanych trupami.
- Ciekawe jak tu jest w niedzielę i w święta?
Skierował się do dystrybutorów paliwa i...DUP!! Wyciągnął się jak długi
i rozbryzgał czachę o krawęrznik.
- HoX@#$*%# wa#$$%#@# - rzekł.
- Ty cholero jedna jak łazisz! Nie dość, że to bydle ucięło mi ciało to
jeszcze ten - coś się ozwało.
- Że co? - zdziwił się Nic chcąc już dokopać dupkowi, który założył mu
haka. Nic nie zauważył - kto to gada?
- Tu na dole łamago! Co za, co za... głupol.
Nic spojrzał pod nogi i ujrzał... głowę Jill leżącą w kałuży błota.
- Rany, ty mówisz?
- A coś myślał, że zacznę szczekać lub ćwierkać.
- Ale jak? Co ci się stało - zapytał.
- To bydle, to ścierwo goniło mnie od 2 tygodni i dorwało w uliczce. Rozwaliła
bym go, ale źle oceniłam sytuację i nie zdążyłam użyć roślinki. Gówniarz
chciał dostać za mnie nagrodę, ale bez odznaki S.T.A.R.S nie uwierzyli mu.
- Hym, czy jesteś czymś w rodzaju gadającej encyklopedii - ciągnął.
- Popieprzyło cię!! - łagodnie zaprzeczyła - choć od chwili utraty ciała,
cały czas gadam i tak dużo informacji, no tak jakby z kosmosu odbieram sygnały.
- A przydasz się - i schował Głowę za pazuchę. Głowa na znak sprzeciwu
upierdoliła go w żebro. Nic nie chcąc być dłużnym próbował oddać jej
bejsbolem, szkoda że nie trafił i złamał se drugie (żebro).
Załatwiwszy sprawy z Głową - znaczy się dalej obgryzała mu żebro - poczłapał
po benzynę.
Głupol
Przy jednym, dupnym dystrybutorze stał gość z wytatuowanym tatuażem na
czole, który głosił "GŁUPOL".
- Czy ty jesteś Głupol - spytał nie będąc pewnym.
- Nie kurwa stokrotką, a co kurwa nie widać, napis wielkości odbytu słonia,
a gość pyta się "czy ty jesteś Głupol". Nie Święty Mikołaj -
wytłumaczył Głupol Nicowi.
- Miło mi jestem Nic - przywitał się - a nie wiesz gdzie znajdę Głupola.
- Co za debil - i w celu podkreślenia swej tezy przywalił łbem w dystrybutor
- to !!BUM!! ja !!BUM!! jestem !!BUM!! Głupolem !!BUM!!
- To co mnie kłamałeś - oburzył się Nic.
- Bo co za debil pyta się "czy jesteś Głupolem". Gościu ślepy
jesteś.
- No ale przedstawiłeś się jako stokrotka - odpierał ataki.
Głupol miał mu już zmiażdżyć czachę, ale rozmyślił się.
- Dobra daruj se. Czego chciał - wymamrotał.
- Nie to ważne czemu mie kłamałeś - nie chciał ustąpić.
Tymczasem w trabancie (nico-wozie).
Knypek znużony 7-dniowym czekaniem postanowił wyciągnąć głowę, lecz zauważywszy,
że wyciągając głowę z kierownicy zaplątał sobie w nią nogę i lewą rękę,
rozbił lusterko drugą nogą i chciał odciąć se zaplątane odnóża. Jedyne
co udało mu się zdziałać to obciąć paznokcie i wycisnąć dwa pryszcze. Po
tak energicznym dniu postanowił odpocząć.
Teraz dzieci pewnie myślicie, że.... tak ty Tomku też myślisz. Nie, nie
chciałem cię obrazić.... Uważaj z tym... BUM ...krzesłem.
Wracając do Nica.
- Podsumujmy nie jesteś Stokrotką.
- Tak - załamał ręce Głupol.
(tu dostałem w łeb od gościa od rekwizytów
- kurka wodna 7 par rąk i nóg w jednym akcie.)
- za to nazywasz się Głupol.
- Tak - tu również zaa... myślił się.
(- NO! -)
- Nazywają cię tak, bo masz wytatuowane na czole "głupol", czy tak?
- TAK
- a wytatuowałeś sobie to, bo w liceum twoi kumple mieli cię za idiotę i w
celu udowodnienia tejże tezy powiedzieli ci, że fajnie było by zrobić jakiś
tatuaż. Oczywiście zgodziłeś się i gdy już wszyscy mieliście sobie zrobić
tatuaż oni przekupili gościa by napisał ci na czole "głupol", a
sami nalepili sobie tatuaże z gumy do żucia. Dobrze zrozumiałem.
(Jak tu ująć jego odpowiedź, by jej nie zepsuć. Może tak)
- TAAAK do jasnej cholery T. A. K. - przy tym bardzo śmiesznie podskakiwał i
rozrzucał ślinę gdzie popadnie.
- Miło mi cię poznać. Pragnął bym dostać trochę benzyny.
- ŁAAAA ŁAA ŁAAA ŁA ŁAŁA - ciekawe, że człowiek przy pomocy jednego słowa
(np. ŁAA) może tak dosadnie przedstawić swój stan psychiczny.
- Dawaj kanister - wymamrotał przez zęby Głupol.
- Nie mam
- ŁAHAHAHAHAHAA!!! Extra to co może nalać ci jej do dupy.
Nic jedno znacznie dał do zrozumienia, że "tak" (to jest Tomku wypił
się).
Głupol nie sądził, że spotka kogoś tak głupiego.
- O.K. Cool Jak tam chcesz.
I nalał mu 5 litrów benzyny w dupę. Nic chcąc się upewnić ile zmieści
poprosił o jeszcze. W sumie wchłonął 12,7 litrów czystej. Eee to znaczy
benzyny ; )
- Łał ale z ciebie ładna bańka HeHeheHe - zarechotał Głupol i zmienił się
w żabę.
- Ale fajna żaba z ciebie Heheughe whee - zadławił się Nic.
- Jestem żabą? Rany znowu to samo. Szybko klaśnij nogami, pierdnij dwa razy i
zarzygaj tamten kwiatek - tu wskazał rosnące obok opium.
Nic klasnął nogami, pierdnął i obryzgał kwiatuszek nico-wymiocinami nie
zadając żadnych pytań, uważając to za dobrą zabawę. Niestety rozlał przy
tym trochę benzyny, jakieś 10 litrów.
Żabol to jest Głupol wykąpał się w przygotowanym żygo-opium i odzyskał głupokształty.
- Jez! Jes! Yez! (no co nie wiem jak to się pisze)
- Co ci się stało ża... Głupolu.
- A nic to taka klątwa, którą rzucił na mnie jeden wiedźmin pedał. Chciał
ze mną przejechać się na koniku, ale nie dałem mu się i przeklął mnie.
Zawsze gdy za dużo się śmieję zmieniam się w żabę, by wrócić do
normalnej postaci cza obryzgać opium żygowinami i wykąpać się w tym.
Jedynie pocałunek pedzia zdejmie ten urok.
- A więc jesteś idealną osobą by przyłączyć się do mojej drużyny.
- Ta banda debili i popaprańców. Zupełnie jak bym słyszał mamę: " -
Jak tylko będziesz grać w te gry i chlał z kumplami pod monopolowym to
zostaniesz...
- No kim? No kim? - pytał Nic wciągnięty opowieścią Głupola.
- A skąd ja mam to wiedzieć, zawsze gdy miała mi to powiedzieć zaczynał się
kolejny odcinek "Gorących stóp" lub "Wszawy bez kawy".
- A więc przyłączysz się?
- Nie. Mam jeszcze ambicje. Za dwa lata awansuję do sklepu. Za 10 będę
roznosił gazety..... a za 30 lat zostanę kierownikiem.
Nic zrezygnowany zamierzał wrócić do Knypka. Przechodząc obok znanego już
mu sklepu "Spierdalaj", zauważył Nemezisa z bandą jakichś 12 i 1
zombiaków. Fparowali do środka z zawrotną prędkością 5 kroków na godzinę.
Gdy już wszystko na około wyglądało jak mój pokój to jest nie ostało się
miejsce nie zalane krwią, wszędzie walały się kończyny i flaki, a ściany
ubryzgane rozbryzganymi mózgami i śladami po rakietach Nemesisa to poszli spać.
- Starsss - wymamrotał Nemesis.
- Co za uparta cholera - odezwała się Głowa - weź go rozwal Nicóś.
- Ta sama se go rozwal jak żeś taka mądra.
Jill wyciągneła szotgana i miała już rozwalić pierwszego zombiaka, gdy
nagle przypomniała sobie, że nie ma rąk i upuściła go. Jednak nie miała
zamiaru poddawać się. Mając jeszcze za pazuchą podręczną samobieżną
zapalniczkę wzięła ją i ciapnęła w kałużę benzyny.
#@RŽę$))# BUM !! DUP @#&*% WiuM !DUP bLum Juuutuuuutututuu.
Nagle z kłębów dymu wyskoczył Głupol
- Wa chachachaHAHH cha cha cha - roześmiał się biegając w amoku.
- Czekajcie na mnie, zmieniłem zdanie ŁaHAHAchacha.
No i ruszyli ku nowej przygodzie.
Anarchista
Ruszyli na prawo, a może na lewo no w sumie byli przy nico-wozie po 5 minutach
drogi. Nic łagodnym nerio (Nerio Tomku to uderzenie z kopa w bark przeciwnika
tak by złamać go w pół) uwolnił Knypka łamiąc mu kręgosłup. Po czym
wypróżnił się do baku i mogli jechać dalej. Nic siadł za kierownicą i
poprowadził naszych przyjaciół między narodową drogą, no jak tylko udało
im się przepędzić te kaczki, kozy, krowy z niej.
W wozie trwała przyjacielska rozmowa
- Ty gnoju nie rzucaj we mnie tymi chipsami - zaczął konwersację Knypek.
- Bo co gnoju - wtórował mu Głupol.
- Weź to kolano z mojej głowy - dołączyła się Głowa.
- Zamknąć ryje słucham radia - próbował podtrzymać rozmowę Nic - banda
debili. Gdzie miałem oczy gdy was wybierałem.
- A mam je w kieszeni - rzekł Knypek i podał mu dwie gały luźno podskakujące
w rytmie techno.
- Bier te ścierwo ode mnie - wrzasnął Głupol wyrzucając gały przez dach.
Nic podziękował mu podwójnym app czagi (to takie tam kopnięcie frontalnie na
żołąd). Nic zajęty rozbryzgiwaniem Głupola po tapicerce nie zauważył
walca, który podstępnie dogonił nico-wóz i rozgniażdżył go swą zawrotną
prędkością 10 km/h. Gdy wydostali się ze zgniecionego pojazdu, zdrapali się
z asfaltu i nadmuchali do normalnych rozmiarów podręczną pompką. Nic
rozejrzawszy się postanowił.
- No dobra, cza zanieść wóz do naprawy. Jeszcze dwie minuty do wygaśnięcia
gwarancji.
- Mogę ja. Mogę ja - zakrztusił się Knypek, który nadmuchiwał Głupola.
- Dobra - zgodził się Nic wyciągając rurkę z dupy Głupola. Głupol będąc
napompowany do nie możliwości wystrzelił w powietrze i znikł gdzieś za
budynkami.
- Dobra, Głowa pójdziesz go poszukać, a ja z Knypkiem pójdziemy poszukać
mechanika.
Głowa dżampła na ziemię i pobiegła poszukać Głupola.
- Popatrz nie ma nóg, a jak biega - rzekł Knypek do Nica oglądając się za Głową.
- No dobra ale jak przeniesiemy wóz - martwił się Nic.
- Czekaj szczaimy dwa piwka i zastanowimy się nad tym.
Zaczęło robić się ciemno, Słonko poszło już lulu i po ulicach zaczęli kręcić
się dziwni goście, ale kogo to obchodzi. Nic z kumplem wleźli do Pubu i
kupili po piwku. Wszystko było by fajnie, już mieli zamówić drugie, gdyby
nie przędmiot wpadający do środka knajpy i rozwalając ją explozją o sile 2
megatonplasteliny. Nic zauważywszy, że wszystko na około zostało zmiecione
przez fale uderzeniową poczym zapalone przez kulę ognistą i napromieniowane
odstawił piwo i wyciągnął Knypka ganiającego kulę ognistą krzycząc
- Jeszcze! Jeszcze! Jeszcze!
... wyszli na ulicę, oparli się o ścianę budynku i przyglądali się nie
codziennemu spektaklowi. Gość z wyłupiastymi gałami, zarombistym uśmieszkiem
w wojskowych gaciach i butach rozrzucał czerwone bomby zegarowe jak Mikołaj
rozdaje prezenty tylko on trafiał do wszystkich wykrzykując przy tym:
- ANARCHIA! ANARCHIA! ANARCHIA!
Po dwóch minutach ulica przypominała scenerię z filmu Terminator.
- Ty pacz jaki energiczny gość - zagadał Knyp do Nica.
- Achaa
- Zagadajmy - i podeszli do Anarchisty.
Dopiero teraz zauważyli, że facet ma z 2 m. wysokości i jakieś 3 w barach.
Co jednak nie było widoczne, gdyż gość miał podwójną skoliozę. Poza tym
wyglądał jak by zaćpał kilo trawy i ze żar cztery kilo grzybków
chalucynogennych. (więc wyglądał jak każdy na około). Wyłupiaste gały miał
tak wyłupiaste, że żeby coś zobaczyć obok siebie musiał obracać całą głowę.
- Hej Manitu tu księżyc jak tam poczucie czasu - zagadał Nic.
Anarchista obrócił się przodem do nich, by móc ich dojrzeć i...
- ANARCHIA! ANARCHIA! ANARCHIA!
i wsadził każdemu po minie przeciw piechotnej w dupę poczym poczłapał w
stronę centrum.
- Nieśmiały gość - stwierdził Knypek detonując minę o ścianę.
Nic postanowił nie stosować tak drastycznych metod i wyciągnął minę ręką.
Po czym zeskrobał Knypka ze ściany i poczłapali dalej.
Nic mając na zamiarze jak najszybszą naprawę wozu, pokierował grupę (czyli
siebie i Knypka) najkrótszą drogą przez dwa Empici, wesołe miasteczko, kościół,
krypty oraz kanały do warsztatu samochodowego, naprzeciwko którego stali.
- O.K. mamy warsztat teraz wróćmy po samochód.
I ruszyli z powrotem przez kanały, krypty, kościół, pub, wesołe miasteczko,
pub i dwa Empici do samochodu znajdującego się 10 m na lewo.
Knypek swą potężną siłą podniósł oponę iii przewrócił się więc
postanowił turlać ją, Nic będą nieco mądrzejszy użył swej nico-mocy i
zrobił nic. W tejże sytuacji postanowił znów zrobić nic i przyglądać się
jak Knypek toczy części do warsztatu. Po 58 pasjansach i 3 rozgrywkach pokera,
zorientował się że świstak ograł go ze wszystkich oszczędności i
postanowił pomóc Knypkowi, a świstak siedzi i pakuje pieniądze do walizki.
Mając naprawę wozu za sobą, w którym zachowano pierwotne piękno, czyli
wstawioną szybę rozwalono bejsbolem, który umieszczono w kierownicy tak by
nie można było skręcać w lewo oraz zmodyfikowano parę drobnych szczegółów
tak by wóz wyglądał jak nowy. Mając więc już to za sobą i miejąc
fundusze wielkości budżetu Polski wsiedli w wuz skręcili 3 razy w prawo by
skręcić w lewo ku szukaniu Głowy i Głupola.
- Gdzie my ich teraz znajdziemy - spytał Knypek.
- Użyjemy starej sztuczki Indiańskiej, której nauczył mnie dziadek, zaś
jego nauczył pewien japończyk, którego tej wielkiej sztuki nauczył pewien
afrykański szaman, który nauczył się jej studiując egipskie ruiny.
- Tak, a na czym ona polega.
- Weźmiemy i pojedziemy za tym dupnym drogowskazem "JESTEŚMY TU"
Wiedząc gdzie się udać, udali się tam. Zajechawszy tam zauważyli, że nie są
tam gdzie mieli być. Więc wzięli wyjechali z jeziora i udali się tam gdzie
mieli się udać. Zajechawszy na miejsce znów zauważyli że nie są tam gdzie
mieli być. Pozbierali grzyby i pojechali tam gdzie mieli być. Mieli już
dojechać tam gdzie mieli dojechać, gdy Nic zauważył, że im bliżej miejsca,
gdzie mieli być tym dalej. Postanowił więc zawrócić i dojechać.
Dojechawszy zauważył, że są u "Alfa".
Już mieli wpełzać do klabu, gdy nagle jakiś wieśniak o posturze ciemnoskórego
słonia bawarskiego oznajmił im:
- Kupta bilet wieśmaki
Po czym delikatnie ciepnął nimi o krawężnik. Knypek pozbierał się do kupy
i ładnym szlaczkiem podreptał do kasy.
- Aawyawra euaywa oułe - poprosił o 2 bilety.
Nie nie jeszcze raz.
Knypek pozbierał się do kupy i ładnym szlaczkiem podreptał do kasy.
- Aawuawra euaywe .... ee
nie jeszcze raz
Knypek pozbierał się do kupy i ładnym szlaczkiem podreptał do kasy.
- Aawuae ...... Nie
Nie
Nie
Nie!
Knypek pozbierał się i kupił te dwa bilety.
- No wreszcie -
- Udało ci się gratuluję - pochwalił kumpla Nic.
Nasi bohaterowie dzielnie wkroczyli w nieznany im świat. Świat narkomani, gangów,
kiboli i całej masy zombi pragnących jedynie TECHNO. Szkoda tylko, że impreza
się jeszcze nie zaczęła. Gdy weszli zauważyli jedynie Głowę mykającą w
ryt techno base.
- Jazda . Jeaaa . Jeszcze . Jeszcze - dławiła się między kolejnymi basowymi
uderzeniami.
- Ej mała, opanuj. Impreza za pół godziny - wyjaśnił DJ Stasiu dzisiejsza
gwiazda.
- Hej, Głowa gdzie Głupol - zagadał Głowę Nic.
- Spieprzaj - odpowiedziała - nie widzisz że tańczę - rzekła.
- Ja to załatwię - rzekł Knypek - z uzależnionymi od TECHNO cza delikatnie.
Po czym wyciągnął luźno wystającą dechę ze ściany i przypieprzył Głowie
tak że rozbryzgała się o ścianę.
- "Może go powstrzymać"- pomyślał Nic - "e tam nie wolno tłumić
emocji to może prowadzić do depresji" - więc postanowił robić nic.
Knypek tym czasem dalej okładał Głowę dechą, gdy znudziło się mu to, to ją
zostawił. Wyciągnął drugą dechę i razem z Nicem zagrali w debla. Nic dwojąc
się i trojąc nie wczuwał się w to i postanowił zjednać się i już.
- Gdzie jest Głupol - ponowił pytanie Nic.
- He ... fta ... w ... kibluuuuuu - rozmowę uniemożliwiał Knypek odbijający
sobie Głowę o ścianę, ale w tym momencie ściana dała za wygraną i bonka,
a poza tym Głowa zrobiła w niej dupnom dziurę.
- O.K. - wymamrotali oboje i podążyli do kibelka.
Kibel jak kibel. Nie było ani jednego lustra nie będącego nie rozbitym, a we
wszystkich kranach zamiast wody leciało jakieś gówno, ale kto by się tym
przejmował kiedy żaden nie miał pokręteł.
Nic minął dupną dziurę, której nie udało minąć się Knypkowi i złamał
nogę w czterech miejscach.
- Co ty robisz? - zdziwił się Nic.
- Jak to co złamałem nogę.
- Nie ty ON!!!
Ich wzrok skierował się na pedałka i kompletnego transwestytę wkładającego
perułkę i malującego się jak jakaś stara latarnica.
- Ty homopedałorowerzysto wyjazd z męskiego kibla.
W tym momencie to homopedało nie wiadomo co obróciło się w ich stronę.
- AaaaaaaaaAaaaaaAAaaaaaaAa - to był Głupol.
Nic i Głupol w ogólnym przerażeniu wybiegli na salę. Knypek nie zważając
na swe 4 złamania, które teraz przekształciły się w 5 otwartych, obryzgiwał
wszystko na około krwią.
- HaHaHa - rykła Głowa pląsająca na stole - krew cię zalewa. HaHaHa.
- Spokojnie ja wiem co robić - wybiegł Głupol i zaczął obmacywać Knypa.
- Spadaj pedziu - próbował uwolnić się Knyp.
Tak wspaniale rozpoczynająca się impreza nie mogła zostać zmarnowana. Po
skopaniu Głupola, gdzieś w kącie sali i usztywnieniu po wcześniejszym
nastawieniu nogi Knypka wszyscy zaczęli walić breka. Gdy impreza dochodziła
do kulminacyjnego punktu nic się nie stało, gdy impreza zaczęła się kończyć
nic się nie stało, gdy wszyscy wyszli nic się nie stało.
"Coś dziwnego" - pomyślał Nic - "Tak nie może być. Zacznijmy
jeszcze raz, a ty tam debilu wymyśl coś co?
No to gdy impreza dochodziła do kulminacyjnego punktu nagleee!?!!?!! BUUUMMMM
(ale oryginalne co)
Przez dziurę w suficie wskoczył gość w wojskowych butach i spodniach.
- Anarchia! ANARCHIA !anarchiA - zakrzyczał.
Po czym zabrał się do swojego ulubionego zajęcia to jest rozdawania prezencików.
Flaki bryzgały we wszystkich kierunkach.
- ANARCHIA! ANARCHIA! ANARCHIA!
I ciepnął jedną z paczek w stronę DJ-eja.
- Ej dzięki - biedny DJ-ej nie mógł wiedzieć, że napis:
"Uwaga Bomba nie otwierać"
oznaczał "Uwaga Bomba nie otwierać" i otworzył.
"Łahuhuhuhu" to były ostatnie jego słowa, które później stały
się natchnieniem dla jego konkurenta DJ Geja, który wylansował piosnkę
"Łuhahuhu III 1 remix clab mix 2".
Gdy już wszystkie flaki zostały możliwie ostateczni rozflaczone, Nic
postanowił zagadać.
- Chej bracie jak tam lacie - zaczął.
- Hę - zmieszał się Anarchista
Nikt tak do niego nie mówił od 2 klasy, kiedy to jego mama biła go laciem po
łbie, gdy nie chciał jeść cebuli w rytm jej piosenki:
"Chej bracie
gdzie moje lacie
Chej bracie
jak tam lacie
Chej bracie
gdzie są lacie
Lacie, lababalacie
Lacie, lababalabalacie"
To wtedy postanowił zabić całą swoją rodzinę z moździerza i wystrzelić
swojego kota z armaty ziemia-powietrze-może.
Jego oczy mu się roziskrzyły na samą myśl o tych wspaniałych dniach, kiedy
to uciekał przed policją, jad jakieś ścierwo z ulicy lub rozjechanego kota,
a ludzie na jego widok uciekali. To było takie wspaniałe. Na znak swego
zachwytu pogruchotał Nica i Knypka.
- Ty kumpel - jęknął przez łzy szczęścia - ty dobry kumpel.
Po czym wręczył mu jakiś obsmarkany, zagluciony gwizdek.
- Ty gwizdać, gdy być kłopoty.
I wręczył im po krzynce trotylu, 3 granatach, 2 minach i po pocisku przeciw
pancernym, a na koniec wyszedł przez ścianę obok szeroko otwartych drzwi.
- Hymm - Nic postanowił tego nie komentować więc obudził skopanego Głupola
granatem, który zdawało by się być to nie możliwe ale uszkodził mu jeszcze
bardziej mózg przez co zgłupiał jeszcze bardziej.
- Jak myślicie - wymamrotał - co co co co co będziemy robić ju ju ju tro co?
- To co zwykle postaramy się uratować świat.
Poznajemy nico-misję
- ŁaŁaŁa uga buga - rzekł Głupol wchodząc do Nico wozu, po czym wysiadł
przez dziurę w dachu, po czym wszedł do samochodu, po czym wyszedł dachem i
tak aż na jego drodze stanęła patelnia.
- Ty zdaje się żeś zgłupiał.
- Ja ja ja ja ja
- A nie mówiłem.
- Ja ja ja ja ja
- Jesteś głupi jak jaja - roześmiał się Nic po czym dostał jajem - nic się
nie stało, nic się nie stało - po czym zatoczył się i zaliczył glebę.
Stoczył się po skarpie 20 m i wylądował gębą w błocie.
Mając część zabawną za sobą postanowili porozmawiać o swej misji.
- Ugabuga pumpka pum uga du - postanowił przełamać pierwsze lody Głupol.
- Tak, tak. Zgadzam się z tobą - kontynuował Knypek - ale gdzie my znajdziemy
tu krowę?
- ...?...?...?... -
- O.K. Chłopcy i dziewczynki chodźmy na malinki - rzekła Głowa i ruszyli na
malinową polankę.
W pięknym skocznym kroku ruszyli na polankę, ale co to na ich drodze stanęło
autostrada.
- A tam co nam zrobi autostrada.
I ruszyli pięknym skocznym krokiem. Zatrzymali się przed jezdnią, rozejrzeli
się w lewo, w prawo, jeszcze raz w lewo i ruszyli pięknym skocznym krokiem.
Minęli pierwszy pas, rozejrzeli się w lewo, w prawo, jeszcze raz w lewo. Minęli
środek i pieprznęła ich ciężarówka. Mając kilka złamań otwartych,
poprzestawianych stawów i kończyn oraz z wrodzoną głupotą ruszyli równie
pięknym pełzem na polanę malinową.
- Patrzcie mamy krowę - spostrzegł Knypek. Po czym rzucił się na nią i zaczął
doić.
Głowa z Nicem zmęczeni przygodami legli w trawie, a z braku konkretnego zajęcia
postanowili skręcić trawę w papierkach po trawie i po udawać, że się zaciągają.
Głupol ganiał tym czasem za zającami. Wskakiwał do nory i wyskakiwał za
nimi, aż w końcu dorwał jednego, złapał za oboje uszu, przydepnął nogą i
z całej siły naciągnął je, po czym zaczął je rzuć. Aż tu nagle z nikąd
wyrósł jakiś wieśniak w upapranych rybaczkach, słomianym kapeluszu, bez butów
i widłami w łapie.
- Ej ty idioto zostaw te zające, bo ci zrobię z dupy jesień średniowiecza -
przywitał ich jak umiał najmilej. Po czym kontynuował swój wywód - wynocha
z mojej marichuanowej polanki, a ty zostaw tego byka.
- Tfffu fu łee łe łe łe fuj fuj - zaczął pluć i rzucać się na wszystkie
strony Knypek, po czym jeździć językiem po ziemi. Ciekawe czemu?
- Ej to znaczy - zaciągnęła się Głowa - że *wuuu* to są *wuuu* prawdziwe
*wuuu* skręty?
- Tak hoduję je na wigilię. Mamy tu we wsi, co roczny Bożonarodzeniowy
odjazd.
- ŁaŁaŁaŁałała - rzucał się dalej wiśmak - ty zostaw tego zająca.
Nasi bohaterowie olali więśmaka i zebrali do nico-wozu tyle trawy ile zdołali
wziąć, czyli całą łączkę i dwa zające dla Głupola.
- ŁaŁaŁaŁaŁaŁa -
Ruszyli w drogę, ale jazda.
Jadąc Głupol nadal starał się rozkręcić rozmowę o misji, która ich
czeka.
- Aługa bu bu ga buga tu rlu lu apałapa czuczura ena zwei drei hokus pokus -
co w wolnym tłumaczeniu znaczy: "Jeśli zaraz nie powiecie o co w tym
wszystkim chodzi to skopie wam dupy i powyrywam wszystkie zęby".
- Co on powiedział? - zmartwił się Knypek.
- Że powyrywa nam zęby z dupy.
- Zaraz - rzekł Knyp i sprawdził - nie, nie mam już zębów w dupie.
- Arrghtt - jęknął Głupol i wypadł przez szyber dach. Na szczęście
ostatnim tchnieniem wywinął się na plecy i zaczepił łopatką o oponę.
- Ej. Jak myślisz? - spytał Nic.
- No tak jak zwykle wolno - odrzekł Knyp.
- Jak myślisz zatrzymać się i uratować Głupola?
- Eee no co ty żeby, jak go wyciągniesz, opona pękła. No jedziemy dalej.
I pojechali w stronę wschodniego zachodzącego Słońca.
Po godzinie - DUP
- Do cholery wykrakałeś - wydusił z siebie Nic i przypieprzył w przednią
szybę.
Łałaaaraara - łup - miazg blask chrup dup - tak można by to pokrótce opisać.
Głupol wydostawszy łopatkę z opony i nie mógł opanować swych emocji.
Wrzeszcząc przypieprzył w bok samochodu wgniatając drzwi. Po czym zgrabnie
wbił łapy w blachę i rozerwał drzwi torując sobie drogę do wnętrza wozu.
I teraz jak głodny gościu wydłubujący mięso z muszli małży on wydłubywał
struchlałych po kątach Knypa i Nica. Nie mogąc ich sięgnąć rozepchał
dziurę w wozie prawą nogą, a gdy to nie wystarczyło lewą. Nic nie miał
zamiaru marnować tych ostatnich sekund życia na chowaniu się po kątach.
Rzucił się do drugich drzwi i już naciskał klamkę, już miał być na zewnątrz,
gdy przypomniał sobie, że drzwi te dało się otworzyć jedynie z trepa od
drugiej strony. Lecz było już za późno, żelazny uścisk Głupola już miażdżył
mu kark. On również nie chciał stracić takiej okazji i zrobił z Nica
harmonijkę, po czym rozbryzgał Knypka po całym samochodzie, w skutek czego
upaćkał trochę tapicerkę. Mając czułości za sobą postanowili rozpalić
ognisko i zapalić trawę nazbieraną wcześniej.
- Dawaj dżonta - żachnął się Nic.
- A masz wsadź se w dupę złamasie!
I tak będąc w dobrych humorach postanowili pobiegać po polach i popalić trawę
i jakieś tam okoliczne wiochy. Gdy byli już tak najebani, że zaczęli biegać
za samochodami krzycząc "Łap zająca, łap zająca" przemówił Nic.
- No to chłopcy przeczytajmy naszą misję + DuP + zapomniał zejść z jezdni
i jakiś TIR zrobił sobie garaż z jego dupska.
Nic obryzgawszy wszystkich nico-glutami pozbierał swoją zasraną dupę do kupy
i zaczął szukać po kieszeniach owej kartki z nico-misją. W pierwszej
kieszeni: portfel, chusteczka, kanapki z przedszkola, prawo jazdy Zenobiusza
Zenka. W drugiej: paczka fajek, żywy kurczak, Głowa.
- Ty złamasie ile lat miałeś zamiar mnie tam trzymać.
- A 200 ty zawszona padaczkowata japo.
I dalej: papierek po Śnikersie oraz Twixsie.
- Może w trzeciej kieszeni - ozwał się Knyp dłubiąc bejsbolem w nosie.
A przecie trzecia najważniejsza kieszeń: portfel Knypka, zęby babci (na szczęście),
Hi-Fi radio i iiiii obrus oraz pamiętna kartka przyczepiona do cegły.
Nic zaczął ją rozwijać i:
- No chłopaki tu jest napisane:
"Wy pojebane dupki z Ziemi (z akcentem na "z dupki") albo
przylecicie na Marsa, albo zrobimy wam z jaj druty telegraficzne, których nam
tu tak brakuje. No to co?"
- Ty złamasie to jest zwykły rachunek z monopolowego: 3 wódki, 5 piw, 2
jabcoki i 0,5 kg kiszonych ogórów - wyjaśniła Głowa, która jako jedyna nie
ciągła dżontów.
Lecz nasi bohaterowie nie zwracali na nią uwagi i postanowili, że polecą na
Marsa, i przywiozą im trochę drutów telegraficznych. Znając już swą misję,
kartkę wyrzucili i poszli kraść kable ze słupów.
Naszczęście zabrali się za kable wysokiego napięcia i tak ich pierdolnęło,
że ich pierdolnęło i obudzili się dopiero za dwa tygodnie.
Całe szczęście Głupol już bardziej nie zgłupiał, a chyba nawet zmądrzał,
bo wziął kazukę z nico-wozu i rozpierdolił parę słupów z ochoczym:-
Achachachachachachachacha.
Pozbierali kable i zaczęli myśleć. Nie za bardzo im to wyszło i postanowili,
że pojadą do Rósków i podpierdolą im parę rakiet Ziemia-Księżyc.
Ruszyli dupy do wozu i pojechali ku wschodzącemu wschodowi.
Kotek
Niestety wpierdolili się w jakieś jezioro, nałapali pare szczupaków i
wpierdolili się w jakiś las. Było tak wyjebiście ciemno w nim, że aż włączyli
tylnie migacze (przednich nie było) (bo rozwalili bejsbolem) (No co?) (nie
chciało mi się nad tym dłużej myśleć). Rozjaśniwszy ciemność zauważyli,
że Nic gdzieś zniknął.
Cofnijmy się jakieś 5 linijek do góry.
Nic zaaferowany wspaniałą ciemność, przypomniał sobie dzieciństwo, gdy to
samotnie przemierzał kosmiczną pustkę. Wpadłszy w amokowy trans oglucił cały
nico-wóz i ruszył jak niegdyś przez ciemność. Niestety tylko udało mu się
wydostać z pojazdu i już miał odkrywać nowe nie zmierzone dotąd
przestrzenie, a tu coś błysło i oślepiło Nica tak, że nie wiedział co się
dzieje, i wpadł w jeszcze większy amok po czym przypieprzył w drzewo, zatoczył
się i poszedł spać.
A teraz zapomnijmy o tym fakcie i zajmijmy się resztą porąbańców.
- Ale glutów - wybełkotała Głowa.
Po czym Głupol wcisnął ją w największe glutowisko i zaczął skakać
dupskiem po niej.
- Łuhuhu, Łuhuhu, jak ciemno, jak ciemno je je je je - (co tu napisać?) -
juchu juchu.
- Zamknij się przedupie - uspokoił łagodnie przyjaciela Knypek, po czym
przypieprzył mu painkillerem i wywlókł jego wielkie cielsko na zewnątrz.
- Ty Głowa SIAD i pilnuj wozu - zakomenderował Knypek do obgluconej Główki.
Wkroczyli w ciemność i pierdolnli w drzewo. Mając już kompletną ciemność
przed gałami postanowili rozejść się i wpierdolić się w siebie. Poleżeli
i postanowili rozjebać sobie nawzajem mordy. Głupol lekko oszołomiony ustąpił
Knypkowi i pozwolił mu zadać pierwszy cios. Knypek nie miał zamiaru marnować
czasu i z całej siły zamachnął się na Głupola - niestety nie wziął pod
uwagę tego, że bliźnięta są dzisiaj w wielkiej niedźwiedzicy, bo mała się
najebała, a koziorożec przypieprzył w porożec oraz wschodnio Afrykańskiego
wiatru zmierzającego na południe przez Himalaje, oraz tego że jest zbyt
ciemno i przypieprzył z całej kapy w ziemię. Ale cóż walnął w coś miękkiego,
okrągłego. Rozochocony z uśmiechem na twarzy zaczął walić w to coś z całej
siły. Uspokoił się dopiero po 5 minutach, gdy z miękkiego i okrągłego
zostało płaskie i śliskie.
- HAHAHAHAHA - zawył chóralnym HAHAHA - mam cię.
Nagle Knypka oślepiło światło.
- Stać nie ruszać się - jakiś bałwan ryczał przez megafon. Z nikąd
nadleciały dwa helikoptery i oświetlały Knypka ze złamanym bejsbolem, a obok
niego leżał rozbryzgany kotek.
Z helikopterów wyskoczyło parunastu komandosów żwawo krzycząc na przemian
"jazda, jazda" i "ruszać dupy". Nabawiwszy się już zjeżdżaniem
po linach, nakopali oszołomionemu Knypowi i gdzieś tam zaciągnęli.
- Ale co się stało z Głupolem co się z nim stało - kwiczała jakaś pięcioletnia
dziewczynka - czyżby okazał się szpiegiem SAI (SAE lub coś w tym stylu) lub
KGB albo Watykanu i zdradził swoich przyjaciół właśnie wtedy, gdy go
najbardziej potrzebowali.
- Nie ty niedorozwinięty smarkaczu - uprzejmie odrzekła babcia siedząca w
bujanym fotelu - jak zamkniesz ryja to się dowiesz.
No idźmy za przykładem babci i obluzgajmy jakąś małą dziewczynkę,i
nadszarpnijmy jej dziecinną psychikę. A jeśli chodzi o Głupola to znudzony
Knypkowatym rozbryzgiwaniem kotka postanowił się przejść.
Tym czasem obudzono Knypka łagodnym abczagi i podwójnym przód, przód fajer.
Knyp dostrzegł, gdy tylko ta czerwona plama zeszła mu z oczu, że jest
przykuty do niczego i może swobodnie się poruszać. Przestraszony tym faktem
zaczął histeryzować i rzucać się po kątach.
- Łeee, Łeee nie chcę umierać, nie chcę.
Po czym jakiś osiłek zaproponował mu plaskacza. Knypek grzecznie podziękował
i poprosił o wersję pełną nie lajt. Gdy znowu się obudził zauważył, że
znowu go nie związali i mógł ruszyć na zwiedzanie czegoś tam co się stało
laboratorium z różnymi urządzeniami takimi jak mikser, czy nożyczki. Dotarł
do jakiejś dupnej hali. Gdzie zauważył, że go nikt nie zauważył i
postanowił zostać nie zauważonym, po czym podpiepszył jakiś fartuch z
plakietką doktora.
- Ej ty co tu robisz? - spostrzegł go jeden z osiłków.
- Ja, ja, ja, ja, ja - zająkał się i prawie puścił pawia, ale w ostatnim
momencie zacisnął zwieracze i smród rozszedł się bez hałasu.
Tym czasem mięśniak przypieprzył nim o ścianę i w tym momencie z fartucha
wypadła karta identyfikacyjna.
- Ty debilu plakietkę cza mieć przypiętą, bo ci jeszcze krzywdę ktoś zrobi
- rzekła góra mięsa po czym przyjacielsko klepnęła go poplecach.
Knypek złamany w pół ruszył dalej eksplorować teren. Zauważył jednak, że
nie ma tu już nic do zauważenia i wpieprzył się w innego gościa w fartuchu.
- O, o, o doktor habilitowanymagisternaderwspaniały od 2 do 3 - rzekł gość,
czego Knypek nie zrozumiał i sygnalizował głupim wyrazem gęby.
- Proszę ze mną i tak tego mamy już spóźnienie.
I wepchnął Knypa do jakiejś sali, gdzie było jeszcze z 20 gości w głupawych
fartuchach i jeden zmasakrowany kot.
- O wreszcie możemy zacząć - rzekł jakiś dupek i oznajmił reszcie dupków,
że mimo tego, że zamiast zdrowego kotka mają zmasakrowanego to i tak go
sklonują, bo doktor habilitowanymagisternaderwspaniały od 2 do3 poskłada
kotka do kupy.
Knypek lekko stremowany nagłym zainteresowaniem, podszedł do kotka, poklepał
go po łepku i gdy to nie pomogło zaczął go składać. Jakoś mu to nie
wychodziło i kotku odpadła główka lecz to go nie zniechęciło. Ano
postanowił go wymoczyć w wiaderku obok, na którym widniał napis: "kwas
octowy i płyn do płukania". Co niestety spowodowało nieoczekiwane
zmiany. Główka zrosła się z ciałem jednak nastąpiła nieoczekiwana
mutacja.
- Ciekawy pomysł wymoczenie trupa w zjonizowanym DNA obcego. Muszę to
wykorzystać w moim doktoracie - majaczył jakiś gościu z tyłu.
Knypek jeszcze raz odczytał napis widniejący na wiadrze: "kwas octowy i płyn
do płukania wykorzystywany do konserwacji ściśle tajnego DNA obcego".
- A tu jest to cholerne wiadro - rzekła jakaś kibel babcia i wyrwała Knypowi
wiadro - teraz sala obok.
Kotek tym czasem swobodnie mutował lecz podekscytowani faktem mienia żywego
kotka do klonowania faceci w fartuchach nie spostrzegli wypadającej sierści i
wyrastających łusek.
- HURA hura hura - krzyczeli radośnie przetransportowywując kotka do tajnego
laboratorium nr 2.
Knypek oszołomiony ogólnym oszołomieniem wpadł w oszołomienie i pobiegł z
nimi. Po drodze mijali jakieś tam nieudane klony jakiejś tam Reply. No
wreszcie po 124 podwójnych - HURA HURA - dotarli do laboratorium nr 2, które
wyglądało dokładnie jak laboratorium nr 1 ale tu na stole leżała paczka miętusów.
Faceci w fartuchach wzięli po jednym miętusie i zaczęli się nimi nieziemsko
zaciągać. Gdy wyssali ostatniego miętusa:
- Pyszne miętuski - zachwycił się jeden ważniak w fartuchu - no to wracamy,
cza sklonować kotka.
Tymczasem kotek już prawie zupełnie nie przypominał zwyczajnego kotka, no
chyba że 2 metrowego szablo zębnego dachowca z chitynowym pancerzem, kwasem
zamiast krwi i ślicznym puchowym ogonkiem to tak. Lecz którego z
fartuchowatych miętusko ssaczy by to interesowało. Szybkim, skocznym - HURA,
HURA - wrócili do laboratorium nr 1, gdzie bez problemów podłączyli kotka do
aparatury klonującej i zaczęli klonowanie.
Tymczasem Nic obudził się z amokowego snu, wyjął kciuk z buzi i zaczął
zastanawiać się dlaczego tak ciemno. Nie mogąc sobie przypomnieć wpieprzył
się w drzewo i przypomniał sobie, że jest w lesie, ale gdzie reszta
nico-bandy. "Pewnie zdezerterowali i siedzą, gdzieś przed lanym
piwkiem" - pomyślał Nic. Lecz jego ponure myśli rozwiał widok nico-wozu
i Głowy tarmoszącej się w glutach. Nic nie chcąc jej przeszkadzać we
wspaniałej zabawie postanowił samemu odnaleźć resztę bandy. Jako pierwszego
odnalazł Głupola, co nie było takie łatwe jakby się wydawało. Musiał
nabrać powietrza w nico-płuca, wypuścić je i przy tym tak ustawić struny głosowe,
by wydały z siebie to jest z niego odgłos podobny do: "Kici, kici skurczy
głupku. Cip, cip, taś, taś" . Głupol miał również trudne zadanie.
Musiał przerwać rzucanie w Księżyc kamieniami tak by spadł, po czym nastawić
swoje radary i wyczuć skąd rozchodzi się owo wołanie i wreszcie po
zlokalizowaniu Nica musiał przejść 2 metry do niego.
Mając już Głupola Nic postanowił, że odnajdą Knypka. Nic użył swej
nico-mocy i udało mu się zrobić nic. Mając ogólne nic za nic poszli w lewo
gdzie było widać jakieś światełka. Owymi światełkami okazał się super
tajny poligon wojskowy o wdzięcznej nazwie TAJNA BAZA. Szybko zlokalizowali wejście
i podeszli do niego.
- Staś kto idzie - przywitał ich wartownik.
- Staś? - zdziwił się Nic.
- Staś!
- Staś. Staś Staś taś taś.
- Witam Stasiu. Czego ?
Nic już miał mu tego Stasia wsadzić w dupę, gdy tę wspaniałą rozmowę
przerwał przelatujący pocisk z granatnika i rozpieprzył strażnika.
Zaskoczeni takim obrotem zdarzeń Nic i Głupol obrócili się i spostrzegli Głowę
w nico-wozie. Uwolniwszy się z glutów Nica wskoczyła za kierownicę i ruszyła
po radioaktywnych śladach Głupola. Zauważywszy, że .... a właściwi to była
tak wkurwiona że nie wiedział co robi i rozpierdalała wszystko na swojej
drodze. W końcu się opanował i zatrzymała tuż przed wejściem do TAJNA
BAZA. Nic i Głupol wyczołgali się spod wozu i zgodnie strepowali Głowę i
gdy już się nabawili Nic schował ją na swoje miejsce, za pazuchę. Wyciągnęli
z wozu raketlanczela i rozpieprzyli front drzwi. Mając otwartą drogę wleźli
do środka i zagłębili się w labirynt korytarzy bez najmniejszych przeszkód.
Tymczasem faceci w fartuchach już prawie skończyli klonowanie kotka i
nastawili zgrzewkę piwa do lodówki. Knypek mając tego wszystkiego w dupie i
czując, że mu zaschło w gardle podpieprzył 6 jaboli i zaczął je opróżniać.
Kiedy tak Knypek staczał się klonowanie zaczęło dobiegać końca. Uradowani
faceci w fartuchach szybko otworzyli wszystkie 152 kapsuły klonujące. 152
idealne klany kotka zaczęły się łasić do fartuch menów, by uśpić ich
czujność i w najmniej spodziewanym momencie zmienić się w obcymutantówkotków
i rozszarpać ich na strzępy. Po wyssaniu ostatniego mózgu fartuch gości
ruszyły na poszukiwanie kolejnych. Niestety ominęły najebanego Knypka, który
wtoczył się pod stół i zarzygał pół podłogi, zapewne uznały go za zwłoki.
Po pewnym czasie zmutowane kotki namierzyły Nica z Głupolem i postanowiły
wyssać ich. Ciekawe czemu ? Pewnie tkwiło to w ich naturze. Szybko przemieniły
się w ohydnie słodki kociaki i zaczęły łowy.
- Ty pacz jakie wyjebiste kotki - spostrzegł Głupol kociaki i wesołym hopsasa
podreptał do nich.
Nieświadom niebezpieczeństwa Głupol zaczął bawić się z kociaczkami, które
podstępnie otoczyły go ze wszystkich stron.
- Uważaj one są jakieś dziwne - ostrzegł przyjaciela Nic.
Ale było już za późno Głupol zajęty niańczeniem kotków z przodu nie
dostrzegł przemieniających się z tyłu obcy kotków, kotki wysunęły swe
wsysacze mózgów i zabrały się z prędkością światła do ssania.
- Łołooołóooooo Ja, ja ich bin da, da - krzyczał z zachwytu zasysany Głupol.
Nic widząc to wyciągnął zza pazuchy kałacha i rakietnicę, po czym przystąpił
do rozwalania koto mutantów. Kotki szybko spostrzegły brak jakiejkolwiek
tkanki mózgowej u Głupola i rzuciły się na Nica. Uwolniony Głupol szybko sięgnął
po swój szwajcarski scyzoryk i rzucił się za nimi. Zaskoczone atakiem z dwóch
stron kotki wpadły w panikę, nie miały żadnych szans. Nic potrzebował
jedynych 128 naboi na jednego, a Głupol nie miał równych w posługiwaniu się
bronią białą i z całą wściekłością schwytał pierwszego kotka za ogon i
wykonał nim majestatyczny młynek w powietrzu, by później rozbryzgać go o
dwa kolejne. Nic zużywszy wszystkie naboje do kałacha wziął się za
rakietnicę i rozbryzgał 3 następne. Po 10 minutach ostrej nawalanki nie zostało
już nic do nawalania więc poszli i znaleźli Głupola zajebanego na podłodze
z przyssanym do gardła małym kotkiem (był to ten sam kotek, którego Głupol
wytaplał w wiadrze(pewnie chciał się zemścić)).
- Aaaaaaaaa uważaj zaraz odgryzie mu Głowę - krzyknął Knypek i już miał
go rozbryzgać bejsbolem, ale powstrzymał go Nic.
- No co ty to miłe, puchate stworzonko - uspokoił go i wziął na ręce
Kociaka - no co mały przestraszyłeś się tych paskudnych mutantów - zagadał
Nic i ciepnął Kotka na ziemię.
- Jak tam chcesz - wyraził swe zdanie Głupol.
Obudzili Knypka skacząc mu po głowie. Po czym razem w zgodzie przeszukali TAJNĄ
BAZĘ i znaleźli...
- Ty gdzie nas ciągasz po tym zadupiu? Mieliśmy jechać do Rusków
- Żadnych ruskojebów - protestował Głupol - jeszcze czuję kaca po
ostatnich.
- No co nas tak wleczesz za sobą - denerwował się Nic.
Lecz Knypek nie słuchał ich zajęty swym poszukiwaniem, gdy nagle...
- Oooo jest - ucieszył się Knyp.
- Co, cO ???
Knypol schylił się i wyciągnął flaszkę spod stołu.
- A już się bałem
Wszyscy zgodnie opróżnili flaszkę i zaskoczeni brakiem trunku poszli se, byli
tak zaskoczeni że nie dostrzegli podstępnie podążającego za nimi kotka.
Podróż
Dotarłszy do nico-wozu odpalili brykę i pojechali w ciemny las. Zauważyli, że
znowu nic nie widzą i tym razem się tym nie przejęli i przypieprzyli w
pierwsze drzewo. Nic jako pierwszy doszedł do siebie i stało się coś bardzo
dziwnego, oszołomiony tym zdarzeniem starał się poskładać wszystko do kupy.
Najpierw walnęli w drzewo, przysnął i tu miał problem zdaje się że podszedł
do niego zielony ufoludek, jebnął mu plaskacza, dał kluczyki z breloczkiem
MKL i kazał zaparkować swój wóz. Gdy oszołomił się z oszołomienia wylazł
z wozu i znów miał problem bo żadnej bryki nie widział.
- Cholera kto cię uczył jeździć - zbudził się Knyp - ale wielkie UFO.
- Gdzie, gdzie ?
- AAAAAAA weźcie go ode mnie - wrzeszczała wyskakując z wozu Głowa - on
wyrywa sobie włosy z pachy i czyści nimi zęby. Ale Ufo.
- Gdzie, gdzie ?
- Tam
- Gdzie ?
- Na górze
Nic podniósł wzrok i ujrzał zajebiście okrągły spodek lewitujący tuż nad
nico-wozem.
- Teraz bez problemów dostaniemy się na Marsa - skomentował Głupol wynurzający
się z samochodu.
- Lepiej się schowaj ty obślizła świnio - potwierdziła Głowa.
- Ale jak wejdziemy do środka ? - zmartwił się Knyp.
Nic również rozważał ten problem i przypomniał sobie, że ma kluczyki przy
których był przycisk "OPEN". Poskładał wszystkie fakty i postanowił
go przycisnąć. Skutkiem jego agresji skierowanej przeciw przyciskowi, była
agresja klapy UFOstatku skierowana przeciw nim. Wygramolili się spod klapy i załadowali
swe dupska na statek. Po nastraszeniu okolicznych wsi opanowali sterowanie i
ruszyli na Marsa.
ALARM!ALARM!ALARM
- Co się stało Knypku - zmartwił się Nic
- A skąd ja do cholery mam wiedzieć. Co to mój burdel
- Głowa raport
- Jest na biurku
Nic szybko przejrzał raport: rachunki
- Cholera mówiłem by nie kupować tych łapek na szczury
stan oleju, czystość wody w kiblu, kurs jenów
- Kupuj, kupuj
playboya, prześwietlenie nogi Św. Mikołaja
- Na święta się zagoi
i przytulił swój kocyk na szczęście.
- No co jest do cholery. Wszystko powinno być w porządku.
- Nicokapo - zawołał Głupol
- Nickapitanie - poprawił
- Bez różnicy - stwierdziła Głowa
- Mamy wyciek paliwa
- Ach to straszne. Starczy do Marsa.
- Nie tylko na Księżyc.
- No trudno będziemy musieli tam zatankować.
- Ale mieliśmy full - zmartwił się Nic.
To był kotek, który cichaczem zakradł się na statek i teraz do woli zasysał
paliwo by zwiększyć swą mutację. Nic i banda zakradli się do maszynowni,
gdzie zastali małego kotka przyssanego do zbiorników. Kotek dostrzegł głupoli
i postanowił przetestować swe nowo wessane moce. Przemienił się w naprawdę
wyjebiste bydle, przypominał 3 metrową mrówę z kudłatym łebkiem, metrowymi
kłami i pazurami wielkości Sergieja, po czym ciepnął się na nico-bandę.
Nasi dzielni, nie poskromieni bohaterowie przystąpili do kontrataku Knupek jako
pierwszy poczuł smak nawalanki, wyciągnął zza pazuchy bejsbola i począł
nawalać kotka. Nic swoją nico-mocą uczynił nic. Głowa osłaniała tyły, a
Głupol poleciał do kibla wycisnąć pryszcze. Kotek nie będąc panikarzem nie
przestraszył się zmasowanego ataku i jednym kłapnięciem połamał Knypkowego
bejsbola, po czym rozszarpał go podwójnym przód, przód, fajer. Knypek już
miał pozbierać się i skopać dupsko kotkowi lecz nieoczekiwanie na skutek
utraty resztki paliwa rozpieprzyli się o Księżyc.
Serowy glob
UFO z olbrzymią prędkością przypieprzyło w powierzchnię orbitującej skały,
wyrobiwszy dziurę wielkości Australii. Kotek oszołomiony opuścił zgliszcza
i ruszył pomiaukując na prawo. Nasi bohaterowie poskładali się do kupy i
ruszyli za nim w lewo. Przeszli jakieś dwa kilosy i nie spotkali żadnego
kotka. Za to ich oczom ukazała się ławeczka, na której siedziało czworo gości.
- Pacz tak pije koń - powiedział jeden i przystawił 5 litrowy baniak do gęby
i pociągnął z niego. Skończywszy efektownie odstawił butlę i wypluł to co
w gębie mu pozostało - koń jak kończy nie zamyka paszczy.
W odpowiedzi na to drugi przystawił baniak do boku ust i wchłaniał płyn
otwierając i zamykając paszczę.
- a tak pije ryba
- a wiecie jak pije kot - rzekł trzeci nie chcąc być z tyłu. Wziął baniak
i wylał przed sobą z 2 litry wody spijając w powietrzu językiem z 1/100
litra.
- Kot, jaki kot ? Widzieliście jakiegoś kota - wtrącił się Knypek.
- Spadaj bałwanie - rzekł czwarty przepychając się do baniaka, po czym
wykorzystał jego zawartość by umyć ubabrane łapska.
- Ooo, a tak pije małża - wykrzyknął trzeci uradowany swym odkryciem.
Cała banda wpadła w chaotyczny śmiech, przewalając się po ławeczce. Nic
jeszcze próbował nawiązać jakiś kontakt z kolesiami, ale przez spazmy
wymieszane z popierdywaniem nic nie zrozumiał. Darowali sobie dalszą gadkę i
postanowili, że rozdzielą się i poszukają jakiejś cywilizacji. Nic z Głupolem
poszli w prawo, a Głowa z Knypkiem w lewo.
- Nie zgubcie się - pouczył przyjaciół Nic, po czym przeszedł 2 metry i
zauważył, że nie wie gdzie jest.
Ale z uwagi na jego twardy charakter postanowił nie histeryzować
- Łaaaaaaaaa co ja teraz łłłaaaaaaaaaaa zrobię łłłłlllaaaaaaaaaaaaaaaeeeeeeeeee
Jego wspaniały monolog przerwał tratujący go ufozaur, zwabiony jegoż
zawodzeniem, a była to pora godowa ufozaurów, który wziął Nica za piękną
ufozaurkę i zgwałcił go z 2 razy, po czym zadowolony pohasał na lewo. Nic całkowicie
zszokowany sytuacją zdołał jedynie podciągnąć gacie i zemdleć z rozkoszy.
- No i kolejna ofiara - rzekł przywódca przechodzącej grupy zielono ludków -
zapakować go na naczepę i do domu.
Zielono ludki przetransportowały Nic do swego miasta, gdzie nadzwyczaj chamsko
go potraktowano. Najpierw brutalnie obudzono go nastrojową muzyką, po czym umyły
go króliczki playboya, nakarmiono i wyprasowano. Po tym wszystkim zamiast
tradycyjnego kapcia w zęby, puszczono go na miasto by se je pooglądał i wrócił
na dojenie. Nic wobec takiego chamstwa nie mógł się sprzeciwiać i ruszył w
nieznane.
Przemierzał uliczki, parki, stragany i inne zadupia. Akuratnio okradał jakiegoś
narąbanego pijaka, gdy jego sensory wyczuły dziwne wstrząsy sejsmiczne, które
zinterpretował jako pierd, który wypsnął mu się po gaciach i zignorował go
co było poważnym błędem, gdyż było to akuratnio przebiegające stado
ufozaurów. Zwabione wspaniałym zapachem zielono ludkowego mięcha postanowiły
stratować je i przy okazji jeszcze raz zgwałcić Nica. Nic pozbierał klocki i
z szybkością światła + 1km/h (ciekawe czy ktoś wie co tu jest źle?) udał
się do karczmy obok ratując tym swoje obolałe dupsko.
Ale co się stało z Knypkiem, Głową i Głupolem????? Zamknijcie się to się
dowiecie, że tak jak ustalili poszli na wprost i doszli do tartaku. Tudzież
spotkali dość chudawego gościa. Podeszli i pozdrowili go
- Jak leci?
- Bywało lepiej - po czym zapadł we wspomnienia. Przypomniwszy sobie, że
rozmawia z kimś postanowił się wytłumaczyć ale zobaczywszy krzywą mordę Głupola
rozmyślił się.
- Co tu robisz - próbował ratować sytuację Knypek
- Jak to co? ścinam drzewa
- Ale tu nie ma drzew
- Aa, były, były - rzekł z uczuciem po czym rozpłakał się
- No nie maż się. Może odrosną.
- To wszystko przez ten odkurzacz
- Jaki????
Chudzielec opowiedział im o swym dzieciństwie, jak mama go biła za plucie na
podłogę, jak zgubił się w sklepie goniąc swój cień i jak musiał jeść
brukselkę. W końcu powiedział im jak zatrudnił się na drwala 2 miliony lat
temu, kiedy cały księżyc pokryty był wspaniałymi lasami. Jego szczęście
nie trwało długo bo po 250000 latach na Księżycu wylądował wielki
odkurzacz, który rzucił się na drzewa i wessał wszystkie po czym ruszył na
ciemną stronę globu, gdzie zamieszkał w jednym z kraterów. Po zastanowieniu
postanowili zrobić nic, wyśmiali chudego, zdemolowali mu chate i poszli dalej.
- Kelner, gdzie moje browary - wydzierał się Głupol na gościa niosącego 4
tuziny piw i 3 kufle, i słomkę - No wreszcie. Takie zadupie a nawet porządnej
obsługi nie ma.
Nic uradowany widokiem kumpli i browaru przywitał Głupola zrzucając go z
krzesła i wypijając całe piwo.
- Co się pchasz
- Jaka trąbka?
- ????? - Głupol zmieszany nie wiedząc co odpowiedzieć postanowił się
przysiąść.
Wypili wszystko i gdy byli tak najebani, że rzygali dalej niż widzieli, Nic
przypomniał sobie, że kogoś brakuje.
- EE, Głupol gdzie Knypek?
- Powiedział, że idz.... - tu niestety zmuszony był przerwać na skutek nagłego
zawirowania przestrzeni i przywalenia łepetyną w posadzkę
Nic nie robił sobie z tego nic i dalej sączył nektar. Po chwili do świątyni
upojenia wszedł Knypek w kapcioszkach różowego koloru, o kształcie kulawych
króliczków. Podszedł do Nica i zdeptał zwłoki Głupola. Czym nikt zbytnio
się nie przejął.
- Gdzieś był różowy króliczku
- Na zakupach. Miałem problem
- Z doborem gumy do gucia
- Nie zakupiłem te wspaniałe trzewiki i miałem problem - tu wyjął z za
pazuchy magnuma i uzi - czy kupić magnuma wspaniale podkreślającego kolor
moich oczu, czy uzi tak wspaniale kontrastujące z kapciochami.
- I co?
- Po namyśle postanowiłem, że będę ich używał na zmianę.
Nic nie miał już nic do dodania więc siedli i wtedy do upojni weszła banda
zasmuconych zielono ludków. Skierowali się do naszych bohaterów i oznajmili,
że są oni ich jedyną nadzieją.
- Musicie nam pomóc - wyrwał się odważniejszy z środka - te paskudne
ufozaury panoszą się po całym Księżycu i wpierdalają wszystko co widzą, a
czego nie zjedzą to zgwałcą.
Nic zaniepokojony tą sytuacją zaproponował by omówić ją przy kielichu. Zamówili
jeszcze po jednym i wznieśli toast za coś tam. Po długich rozważaniach
sytuacja przedstawiała się tak: ktoś rzucał rozwiązanie jak pokonać gady,
po czym zamawiali kolejkę kto wypił ostatni wychodził i próbował szczęścia.
Zielono ludki z natury nie mają szczęścia, ale za to maję słabą głowe i
po pomysłach typy: uduśmy je oddechem, czy za łaskoczmy je na śmierć w
barze nie zostało nikogo prócz zaprawionych w piciu naszych bohaterów. A
przed barem zebrała się już spora grupa ufozaurów. Knypek wciąż nie
nasycony ciągnął dalej:
- To może użyjemy napalmu, co? No lećcie po piwko.
Barman odruchowo zabarykadował dostęp do lady.
Pozbawieni pożywienia postanowili w ostateczności pomóc zielonym. Wysłali
list z orędziem do wszystkich narodów by się nie obawiały, by wspólnie stanęły
do walki z plagą terroru, by zakupili nowy kranik bo stary złamali i że mają
plan.
Bitwa
Wszystko miał rozegrać się w kraterze zwanym powszechnie "rowem
zapijaczonego żula". Wszystkie ufozaury zebrały się dokładnie w centrum
zwabione słodkim zapachem gaci Głupola, który teraz biegał w kółko w
samych bokserkach (sory spodenkach :) ). Zajęte rozszarpywaniem głupko-gaci
nie dostrzegły nadciągającego niebezpieczeństwa wyłaniającego się zza wzgórza.
Nic dał znać Knypkowi, który wjechał na odkurzaczu.
- Jak go przekonaliście? - pytał się Głupol
- Gdy przyszliśmy postawić przed nim ultimatum nie do odrzucenia: albo wessie
ufozaury albo nie on z miejsca się zgodził.
- Co nie miał wyjścia co?
- Nie, obiecaliśmy mu porcję wiśniowych lodów i że zabierzemy go z sobą na
Marsa
Przystąpili do szturmu na stłoczone, niczego nie podejrzewające ufozaury.
Knypek dzielnie dosiadał odkurzacza i z miejsca wciągnął z 7 ufogadów.
Niestety na pierwszym wirażu spadł z siodła. Ufoki zdezorientowane nagłym
atakiem próbowały zmylić odkurzacz wykonując rozproszenie. Co jednak nie mogło
zmylić doświadczonego odkurzacza, który powiększył stan punktów o kolejne
16 punktów.
Wszystko szło całkiem nieźle. Odkurzacz wchłaniał, Knypek zaganiał
ufozaury strasząc je swym obliczem, a reszta robiła nic. Już wciągnęli
ostatniego ufozura, gdy z nikąd wyskoczył kotek. Musiał podstępnie zajść
ich od tyłu i w najmniej spodziewanej chwili przemienić się. Knypek z prędkością
światła dosiadł odkurzacza i już miał wessać kotka, gdy dostrzegł czerwoną
lampkę oznajmiającą: "cholernie pełny". Nic zaaferowany tą
sytuacją począł gorączkowo myśleć, chodząc w te i we te.
- I.. ..co.. ..wy.. ..myśliłeś? - pytał uciekający w tamtą i we tamte.
Nic nie chcąc zawieść przyjaciela począł jeszcze intensywniej myśleć
czego jedynym efektem było to że zaliczył glebę. W ten oto błogosławiony
sposób z kieszeni Nica wyskoczył pamiętny obsmarkany gwizdek. Nic przypomniał
sobie pamiętne zdanie: "Ty gwizdać, gdy być kłopoty". Nie
zastanawiając się długo począł gwizdać na wszystkie strony. Przeraźliwy
pisk ogłuszył ganiającego Głupola kotka dając mu możliwość schowania się
za odkurzaczem, z której oczywiście nie skorzystał. Nie minęło 2 lata, gdy
z kosmosu spadł Anarchista z gromkim: ANARCHIA ! ANARCHIA ! ANARCHIA. Rozejrzał
się, zbadał teren, zlokalizował zagrożenie i przystąpił do ataku. Wyciągnął
bagneta i rzucił się w stronę walczących kotka i Knypka. Pociął Knypka i uściskał
dawno nie widzianego kotka. Z radości, że pomogli mu odnaleźć przyjaciela,
którego przez konieczność musiał wystrzelić z moździerza, połamał im
nogi i ręce za to, że uczynili go tak wspaniałym. Pożegnał się z naszymi
bohaterami i razem z kotkiem opuścili ten przytułek schodząc ze sceny na
lewo.
Nic zebrał swą bandę i zaczęli świętować wielkie zwycięstwo. Po miesiącu
imprezowania postanowili opuścić Księżyc i udać się na Marsa by dostarczyć
wreszcie te druty.
Zielono ludki załatwiły i gwiezdny śmigacz, który na cześć pamiętnego
nico-wozu ochrzczono nico-wozem. Na ich przegnanie zorganizowano wystawę
perskich pudli, którą niestety zbojkotowała drużyna Rosji. Nico-banda załadowała
co najważniejsze na pokład (3 zgrzewki browców i coś do przegryzienia) oraz
napakowany ufoludkami odkurzacz. I ruszyli ku nowej przygodzie.
Mars
Na Marsie tym czasem trwały wybory samorządowe.
- Miałem sen. Piękny sen, w którym wszyscy byli szczęśliwi, nie pili nie używali
używek. I ogólnie się kochali - produkował się jakiś gość w telewizji -
Niestety był to tylko sen, ale można go urzeczywistnić...
- Weź synek przełącz go, bo gada jakby się nie wyspał - polecił ojciec
rodziny swemu ukochanemu synowi
- E. Tatuś pacz z nieba coś spada
- Co ty synek gadasz. Jak to spada?
- No choć Tatuś i se zobacz
- E rzeczywiście wygląda jak jakaś rakieta
- No. Pacz wpiepszył się w naszego monopolowego, skurczybyk jeden. A wiesz
Tatuś, że to tak jak u tych na Jowiszu z tymi no, dwiema wieżami, czy jak.
- Wiesz synuś jaka planeta takie zamachy
Z rakiety jako pierwsze wydostały się nadal nie wyżyte ufozaury, dewastując
wszystko na swej drodze. Zaraz za nimi odkurzacz wsysając to co zostało. A
nasi bohaterowie wyczołgali się ostatni, lecz nie mieli zamiaru próżnować,
od razu rozstawili stragan i zaczęli sprzedaż swego drogocennego drutu. Po
tygodniu ich działalności a zresztą każdy wie jak teraz wygląda Mars.
I to koniec moje dzieci tej historii o niczym, może jak mi się będzie chciało
to napiszę drugą o tym jak wracają w pełni chwały do domu. Chociaż ja bym
na to nie liczył.
Wystąpili:
Drużyna MKLTM, Kamil Łukasik - wieśniak z widłami, Ferdek i Walduś Kiepscy,
Kot J, Bill Gates, Nemesis z Resident Evil 3 i jeszcze paru wiśniaków których
sobie nie mogę przypomnieć.